Janina Bąk „Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?”

Tę książkę kupiłam jeszcze przed premierą i musiałam aż miesiąc czekać na jej wysyłkę. To kawał czasu, a ja nie lubię czekać. Ale czasami trzeba. Najważniejsza jest jednak odpowiedź na kluczowe pytanie – czy było warto?

Nie wiem

Serio, nie wiem.
Mam mieszane uczucia. „Statystycznie rzecz biorąc” to książka o statystyce, ale pokazanej jako coś zabawnego. Coś, czego nie trzeba się bać, ale może nam za to dostarczyć mnóstwa informacji. Jeśli oczywiście jesteśmy ze statystyką za pan brat i lubimy się z cyferkami. To niewątpliwie cenne lekcje.


Tym bardziej że Janina Bąk udowadnia, że statystyka jest bronią obosieczną. Można z niej wyłuskać wiele informacji, wysnuć mnóstwo wniosków, ale można też wykorzystać ją do manipulacji. Wystarczy odpowiednio skroić osie wykresu, by przestawione wyniki prezentowały się zupełnie inaczej. Wystarczy, by skala malała, zamiast rosnąć i wykres w odczuciu odbiorcy będzie pokazywał coś zupełnie odwrotnego niż rzeczywistość. Ten niewielki zabieg trudno nazwać oszustwem, bo przecież samych wykresów się nie zmienia.


Zastanówmy się, więc ile razy zostaliśmy wprowadzeni w błąd i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy? To pytanie nurtuje mnie od przeczytania książki. Wierzymy wykresom i temu, co sugerują. Rzadziej bawimy się w analizę osi i zakresów, jakie przedstawiają. Manipulowanie opinią odbiorców jest, więc dość proste.

„Statystycznie rzecz biorąc” ma też słabsze strony

Przede wszystkim to mało nowości. Poczułam się strasznie rozczarowana, kiedy po przeczytaniu książki wyszukałam Janinę Daily na YouTube. Okazało się wtedy, że spora część książki to po prostu transkrypcja jej różnych wykładów i prezentacji. Czyli kupując książkę płacę za coś, co już od dawna krąży po internecie za darmo. Trochę szkoda. Lubię wiedzieć, za co płacę… a w tym wypadku nie wiem. Samo posiadanie książki na półce nie reprezentuje sobą aż takiej wartości, żebym chciała za nią dodatkowo płacić.

Specyficzny język

Cechą charakterystyczną tej książki jest bardzo specyficzny język. Ma być lekko i zabawnie. Jest dużo porównań i wtrąceń, które są później wyjaśnione w przypisach u dołu strony. Na początku to było całkiem zabawne, ale z czasem robiło się coraz bardziej męczące. Człowiek po prostu by tym już zmęczony. Jedno zdanie konkretu, dygresja, przypis i znów jedno zdanie konkretu. Taki schemat może się sprawdzać w wystąpieniu mówionym, ale w pisanym już nie bardzo. „Statystycznie rzecz biorąc” to książka pełna ciekawostek na temat statystyki. Dobrze się ją czyta, o ile dawkujemy ją sobie. Przeczytanie wszystkiego jednym tchem jest trudne. I trzeba przyznać, że dość uciążliwe. Do „Statystycznie rzecz biorąc” lepiej podchodzić kilka razy. Pomału.

Czy można z tej książki wyciągnąć coś dla biznesu?

Myślę, że tak. Najważniejszą lekcją, jaką trzeba wynieść z tej książki, są sposoby przedstawiania danych oraz ewentualne ich manipulowanie. Nie chodzi nawet o to, by samemu nimi manipulować, ale by wiedzieć, na co uważać i czego się wystrzegać.

Janina Bąk „Statystycznie rzecz biorąc, czyli ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?”

Dodaj komentarz