Darek Puzyrkiewicz „Biblia copywritingu”

Namiętnie kupuję i czytam książki o pisaniu. Sporo można się z nich nauczyć, zwłaszcza na temat stylu i skutecznych metod copywritingu. Tekstów przecież nie pisze się dla samego pisania. Tekstów sprzedażowych nie czyta się dla walorów fabularnych i rozbudowanych bohaterów. Każdy typ tekstu ma swoje charakterystyczne cechy, które pozwalają mu spełnić określone funkcje. Wiele na ten temat można dowiedzieć się od Darka Puzyrkiewicza z książki „Biblia copywritingu”.

No, może nie „Biblia”

Zamawiając przez internet „Biblię copywritingu”, spodziewałam się dostać cegłę. 500 albo 600 stron to minimum. Przecież pisanie tekstów to temat rzeka! Sam opis stworzenia persony powinien zająć przynajmniej kilkanaście stron. Cóż… ta „Biblia” ma ich ogółem 196. To niezbyt dużo. Czy wyczerpuje temat? Nie. Czy powinna nazywać się „Biblią”? Zdecydowanie nie.

Dużo informacji

Zacznijmy od tego, że książka nie jest przeznaczona dla amatorów. To podręcznik dla osób, które copywritingiem zajmują się zawodowo. I to od pewnego już czasu. Amatorzy i początkujący powinni omijać ten poradnik szerokim łukiem, bo się tylko zniechęcą. Dlaczego?

Książka zawiera bardzo dużo konkretnych informacji. Jest nawet schemat tekstu! Darek Puzyrkiewicz wyjaśnia też ważne zagadnienia takie jak Bullet Points. To wartościowa wiedza, która może podnieść sprawność i skuteczność copywritera. Mało tego, może prowadzić do powstawania genialnych tekstów i to za konkretne pieniądze. Jeśli, więc jesteś copywriterem i chcesz podnieść swoje kompetencje, to ta książka jest dla Ciebie.

Niemniej, powinnam też uczciwie ostrzec, że w książce jest bardzo dużo informacji. Można się w nich pogubić. Ja po prostu robiłam sobie notatki w czasie lektury. Dzięki temu wyłuskałam esencję z tekstu i od teraz będę wracać tylko do skrótowych notatek.

Bez ślepego naśladownictwa

Nie mogę jednak powiedzieć, że zgadzam się ze wszystkim, co znajduje się w tej książce. Trzeba zachować trochę własnego rozumu.
Najbardziej kontrowersyjna jest część poświęcona nagłówkom. Puzyrkiewicz doradza, żeby brać przykład z nagłówków z tabloidów i prasy kobiecej. Podaje liczne przykłady, jak można inspirować się prasą i przerabiać tytuły na własne potrzeby.


Nie ma w tym nic złego. Równocześnie jednak pisanie takich nagłówków jest w moim odczuciu poniżej pewnego poziomu. W internecie takie tytuły to zwykle clikckbaity albo reklamy kontrowersyjnych produktów np. szwedzkich pompek o zdolnościach powiększających czy też magicznych suplementów diety. Oczywiście, ktoś musi je pisać… ale wolałabym, żebym nie była to ja.

Podsumowując

„Biblia copywritingu” to ciekawa pozycja dla pasjonatów pisania i osób, które zajmują się tym zawodowo. Zanim jednak po nią sięgniesz, to musisz mierz też świadomość, że to nie jest miła i przyjemna lektura na jesienny wieczór. Zanim po nią sięgniesz, zapewnij sobie warunki do czytania i do ostrej nauki. Czy jest sens czytać ten poradnik?
Cóż, jeśli widzisz swoją przyszłość w tej branży, to koniecznie powinnaś czytać wszystko, co dotyczy pisania. To jedyna droga do podnoszenia własnych umiejętności.

Darek Puzyrkiewicz „Biblia copywritingu”

Dodaj komentarz