Łukasz Mackiewicz „497 błędów”

To książka, której przez długi czas nie chciałam kupić. Wydawała mi się zbędna. Ot, niepotrzebny gadżet. Może i fajna, ale da się bez niej żyć. Owszem, da się. Ale po co?

Niby oczywiste

Dopiero lektura „497 błędów” uświadomiła mi, ile błędów językowych popełniałam, w ogóle o tym nie wiedząc. Pisząc, łatwiej jest się kontrolować i je wyłapać, ale w mowie… Brrr. Nawet nie zwróciłabym uwagi na to, że coś jest z nimi nie w porządku. Na przykład:

  • cieszyć się złą opinią – powinno być -> mieć złą opinię
  • potrafiący – powinno być -> umiejący
  • dopisać się do listy – powinno być -> dopisać się na listę

Przykłady mogłabym mnożyć, bo książka ma ponad 500 stron. Trochę się tego zebrało, bo jak się okazuje, polszczyzna nie jest łatwa. Powiedziałabym nawet, że bywa dość zdradliwa. W naszym języku jest tyle rusycyzmów i określeń gwarowych, które na stałe już weszły w mowę potoczną, więc ciężko jest je wyeliminować, a czasami nawet rozpoznać. Sama mam z tym problem. Lubię dodawać do swoich wypowiedzi wtrącenia takie jak „generalnie” i „absolutnie”, które właściwie nie mają zbyt wiele sensu. Pierwsza kromka chleba to dla mnie „skibka”. Dopiero w gimnazjum dowiedziałam się, że to gwara. Nawet też nie próbuję zliczyć sytuacji, w których zapytałam „Jak mogę pomóc?”. Oczywiście to nie jest to żaden rusycyzm, a jedynie kalka językowa z angielskiego „How can I help you?”. Ale przecież dla nas jest ona już tak naturalna, że nikt (prawie nikt) nie zwróci uwagi na jej użycie. A jednak to błąd. Żeby mówić poprawnie po polsku, trzeba na nie uważać i ich unikać.

Piękne wydanie

„497 błędów” zostało wydane wyjątkowo pięknie. Przepięknie. Ma twardą oprawę i czerwoną zakładkę, która ułatwia czytanie. Książka została wydrukowana w kolorze, co uważam za dość niezwykłe (na pewno też kosztowne) i bardzo przydatne. Wersja poprawna jest zielona, błędna – czerwona, a opisy są czarne. Dzięki temu nie trzeba wczytywać się w tekst, żeby wiedzieć, co jest poprawne. To plus, bo nie zawsze jest czas na wczytywanie się w definicję.

Dla frajdy

497 błędów” to książka, którą przyjemnie się czyta. To trochę niesamowite, bo to przecież bardziej leksykon niż poradnik. Pomimo tego, nie jestem w stanie przeczytać na raz więcej niż kilka stron. Z tego powodu czytam ją po troszku, a czasami wyrywkowo sprawdzam różne nurtujące mnie zagadnienia. W ten sposób pewnie przeczytam całość.

Za co szanuję?

  • Za przejrzystość – wszystko jest wyjaśnione przystępnie i logicznie. Autor nie mota i nie miesza czytelnikowi bardziej niż to potrzebne.
  • Piękne wydanie.
  • Kompleksowe podejście do tematu – nie tylko wyjaśniono, co jest błędem, ale również, dlaczego nim jest.
  • Wyczerpująca – jak na razie nie trafiłam jeszcze na jakieś kłopotliwe wyrażenie, które nie byłoby opisane w tej książce.

You are currently viewing Łukasz Mackiewicz „497 błędów”

Dodaj komentarz