Artur Jabłoński „Jak pisać, żeby chcieli czytać (i kupować)”

Oto jest pytanie, na które każdy, kto zajmuje się tekstem, chciałby znać odpowiedź. Artur Jabłoński próbuje jej udzielić. Z jakim skutkiem? Zobaczmy!

Podręcznik copywritingu

Nie ukrywam, że z zapartym tchem czytam wszystko, co dotyczy technik i metod pisania tekstów. Codziennie ćwiczę swój warsztat i nie zamierzam nigdy przestać. Siłą rzeczy musiałam, więc sięgnąć po książkę Artura Jabłońskiego, którego blog czytam już od dłuższego czasu. Możesz znaleźć go tutaj.
Jeśli myślisz o pisaniu tekstów, to gorąco Ci go polecam, bo rozwiewa wiele wątpliwości na początku przygody z copywritingiem. Teraz jest tam też sporo informacji o reklamach na Facebooku.

Czy warto kupić książkę?

Szczerze? Tak, warto. To kompendium wiedzy, które czyta się jednym tchem. Musisz jednak wiedzieć, że to wiedza raczej na poziomie podstawowym. Jeśli się postarasz, to możesz znaleźć ją za darmo na różnych blogach i w bezpłatnych poradnikach. Różnica jest taka, że tam musisz błądzić, a w książce wszystko jest usystematyzowane i podane na złotej tacy. Nic, tylko brać.

Prostota

Dla mnie zaskoczeniem był język użyty w książce. Do niedawna byłam przekonana, że książki dotyczące konkretnej profesji muszą być napisane w bardzo poważny sposób. „Ą”, „ę” i sporo nadęcia. „Jak pisać…” takie nie jest. Treść jest napisana bardzo bezpośrednio i przystępnie. Trochę jak długi wpis na blogu niż poradnik. Dlatego też przeczytałam go w jedno popołudnie.

Co najbardziej sobie cenię?

– Konkretne wskazówki dotyczące typografii tekstu. Dzięki nim wiem, że dotychczas popełniałam błędy, bo stosowałam zbyt małe fonty. Zaczęłam też sprawdzać tekst pod kątem ilości znaków w jednym wersie. Trzeba przyznać, że wpływa to na czytelność tekstu. To szczegół, o który zdecydowanie warto dbać.

– Schematy tworzenia nagłówków to spore ułatwienie. Z jednej strony to żadna nowość. Nagłówki w stylu „jak zrobić…”, „rób coś jak ktoś” czy „X sposobów na…” są dość oklepane. Z drugiej strony zebranie ich w jednym miejscu oraz krótka analiza zastosowań to fajna ściąga. Notatkę ze schematami umieściłam przy komputerze i służą mi jako inspiracja. Nie mogę powiedzieć na nie złego słowa. Przydają się.

– Swoboda. Z tej książki dowiedziałam się, że pisząc, nie trzeba przejmować się konwenansami. Można też postawić na luz. Wcześniej, kiedy ośmielałam się zacząć zdanie od „ale” to widziałam, jak otwiera się piekło. Moja polonistka stała w bramie do niego i zapraszała mnie widłami do środka.
Nie mam nic przeciwko mojej pani od polskiego. Wspaniała kobieta. Bardzo konkretna i wymagająca. Obawiam się tylko, że gdyby zobaczyła moje obecne teksty, to dostałaby szału. Ewentualnie wypisałaby swój nieodłączny czerwony długopis.
Copywriting nie oznacza pisania tekstów w 100% zgodnie z regułami języka polskiego. Chodzi o to, by tekst trafiał do odbiorcy. By był przyjemny w odbiorze, a ludzie chcieli go czytać.

– Tym samym dochodzimy do najważniejszego. Jabłoński już na samym początku pisze, że ludzie nie czytają tekstów. Oni je tylko skanują wzrokiem. Nie powiem. Łamie mi to serce… ale tego pewnie też nikt nie przeczyta. Co zrobić?

Podsumowując

„Jak pisać, żeby chcieli czytać (i kupować)” to dobra książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić. Komu? Raczej tym, którzy są na początku drogi. Jak już wspomniałam to kompendium wiedzy dla początkujących i średniozaawansowanych. Co nie zmienia faktu, że zdarza mi się do niego sięgnąć po to, by coś sprawdzić.
Zdecydowanie, książka nie trafia na mój stos „do sprzedaży”. W pełni zasługuje na miejsce na półce.

Artur Jabłoński „Jak pisać, żeby chcieli czytać (i kupować)”

Dodaj komentarz